Łatka „pseudohodowli”? Serio?

Cztery lata temu w mediach rozpętała się burza. Wystarczyło jedno słowo PSEUDOHODWLA by rozgrzać internet do czerwoności. A powód? To, że hoduję Cavapoo, czyli rasę, której nie znajdziecie na liście FCI. Łatwo rzucić takie hasło, trudniej sprawdzić fakty. Dziś, z perspektywy czasu, patrzę na tamtą sytuację z dystansem. Ale wiem jedno: takie uproszczenia są nie tylko krzywdzące, ale też bardzo szkodliwe. Dlatego warto wyjaśnić, czym naprawdę jest pseudohodowla i dlaczego wrzucanie odpowiedzialnych hodowli Cavapoo do tego samego worka jest zwyczajnie nieuczciwe.
Czym naprawdę jest pseudohodowla?
Prawdziwe pseudohodowle istnieją i niestety wciąż można je spotkać. To miejsca, gdzie:
- psy rozmnaża się przypadkowo, bez planu i kontroli,
- nie wykonuje się badań genetycznych ani zdrowotnych,
- zwierzęta żyją w złych warunkach, często stłoczone i pozbawione socjalizacji,
- liczy się szybki zysk, a nie dobrostan szczeniąt czy przyszłość rasy.
To dramatyczne realia, o których trzeba mówić głośno. Ale wrzucanie do tego samego worka odpowiedzialnych hodowców Cavapoo? To już nadużycie.
Jak wygląda odpowiedzialna hodowla Cavapoo/Doodli?
Kontrast jest ogromny. W Cavaminidoodles od początku przyjęłam zasady, które są fundamentem mojej hodowli:
- pełne badania DNA i zdrowotne każdego psa w programie hodowlanym,
- planowane krycia i dobór najlepszych linii z USA i UK,
- bliska współpraca z najlepszymi amerykańskimi hodowlami, które bardzo cenię i z których doświadczenia oraz wiedzy czerpię,
- budowanie niepowtarzalnych linii Cavapoo oraz Mini Goldendoodle, które wyróżniają się zdrowiem, charakterem i wyglądem – to nie są przypadkowe połączenia, ale świadome programy hodowlane,
- szczenięta rodzące się w domu, w czystości i bezpieczeństwie, dorastające wśród ludzi, dzieci i codziennych bodźców,
- socjalizacja od pierwszych dni życia, by maluch wychodził do nowego domu odważny i stabilny,
- wsparcie właścicieli przez całe życie psa- od odbioru szczenięcia aż po dorosłość.
Prowadzę hodowlę w sposób legalny, zarejestrowany i całkowicie transparentny- to dla mnie tak samo ważne, jak zdrowie i szczęście moich psów. To nie jest „produkcja szczeniąt”. To odpowiedzialny program hodowlany oparty na wiedzy, doświadczeniu i ogromnym sercu.
4 lata później – fakty mówią same za siebie
Wtedy w internecie padło słowo „pseudo”. Dziś, po latach, mogę spokojnie powiedzieć: życie zweryfikowało. Nasze Cavapoo mieszkają w Polsce, w całej Europie i w USA. Dorastają w rodzinach, które codziennie dzielą się ze mną zdjęciami i filmami. Kolejne pokolenia rosną zdrowe, przebadane i kochane. I przez te wszystkie lata tak jak i wcześniej codziennie pokazuję naszą pracę. Publikuję zdjęcia i filmy maluchów, dzielę się postępami szczeniąt, relacjami rodzin i ich feedbackiem. Pokazuję też kulisy mojej drugiej marki Doodle Pals. A o niej również wtedy pojawiły się niepochlebne opinie- zupełnie bez podstaw, tylko dlatego, że internet szedł „za ciosem”. Łatwo jest dołożyć kolejną cegiełkę, gdy ktoś już jest pod ostrzałem. Dziś Doodle Pals to marka rozpoznawalna, kochana przez właścicieli psów i postrzegana jako synonim jakości i estetyki. To najlepszy dowód, że konsekwencja i pasja są silniejsze niż chwilowy hejt. To jest moja odpowiedź na krzywdzące łatki 🙂
Jeszcze jedno na koniec
Ja sobie poradziłam. Nie było łatwo, bo jestem tylko człowiekiem i trochę zdrowia mnie to kosztowało. Ale przetrwałam i dziś mogę mówić o tym z dystansem. Wiem jednak, że nie każdy ma taką odporność. Hejt potrafi bardzo boleć i zostawić ślad. Każda sytuacja w życiu czegoś nas uczy. Mnie ta historia nauczyła cierpliwości, odporności i pokory, ale też pokazała, jak ważne są prawdziwe relacje. Najważniejsza jest dla mnie opinia moich rodzin, ludzi, którzy codziennie żyją z moimi doodlami i dzielą się ze mną swoim szczęściem. Bezcenna jest też więź, którą zbudowałam z wieloma wspaniałymi osobami na tej drodze. Dlaczego piszę o tym dopiero po czterech latach? Bo czasem lepiej jest robić swoje po cichu, nie wdając się w niepotrzebne dyskusje. Czas i konsekwencja pokazują więcej niż tysiąc słów. Ale dziś wiem, że warto było tę historię opowiedzieć- nie dla tamtej burzy, tylko dla jasności, dla edukacji i dla tych wszystkich rodzin, które mi zaufały. Bo słowo „pseudo” rzucone bez namysłu może kogoś naprawdę złamać. A psy? Psy nie znają tego słowa. One wiedzą tylko jedno.. czy są zdrowe, kochane i szczęśliwe. I to dla mnie jedyny prawdziwy wyznacznik jakości hodowli.
